
O artystce:
Iryna Hubiak ukończyła Wyższą Szkołę Muzyczną w Równem, w klasie T. V. Sventacha – Zasłużonego Artysty Ukrainy. Absolwentka Lwowskiej Narodowej Akademii Muzycznej im. Mykoły Łysenki (magister: w klasie bandury, wokalu, dyrygentury). Pedagożka gry na bandurze w Wyższej Szkole Muzycznej im. Salomei Kruszelnickiej w Tarnopolu. Członkini Tercetu Bandurzystek „Oriana”, z którym koncertuje w Ukrainie oraz za granicą: w Polsce, Niemczech, Francji, Bułgarii, Litwie, Finlandii i na Tajwanie. Najważniejsze osiągnięcia: II nagroda Międzynarodowego Konkursu „Srebnyj zvin” w Użhorodzie (2008) oraz tytuł laureatki Ogólnoukraińskiego Festiwalu im. Ostapa Weresaja (2009).
O koncercie:
Na początku koncertu, który miałam zaszczyt i przyjemność prowadzić, usłyszeliśmy słowo wprowadzające o artystce oraz samym instrumencie – etymologii nazwy i tradycji wędrownych śpiewaków, od trubadurów po lirników, kobzarzy i bandurzystów. W tej opowieści przywołano także postać sienkiewiczowskiego szlachcica Jana Onufrego Zagłoby, który choć sam nie był lirnikiem, swoimi gawędami wpisuje się w tę samą tradycję, w której historia przekazywana ustnie kształtuje pamięć i mit.
Bandura, rozwijająca się między XV a XVII wiekiem, łączy wpływy instrumentów lutniowych i lirniczych. Z czasem stała się jednym z najważniejszych symboli kultury kozackiej i ukraińskiej tradycji muzycznej. Choć dziś najmocniej kojarzona jest z Ukrainą, pozostaje instrumentem o szerszym, wielokulturowym dziedzictwie.
Opowieść stopniowo ustępowała miejsca muzyce, gdyż publiczność była już spragniona dźwięków – dlatego część dotycząca motywu lirnika i bandurzysty w malarstwie została odłożona na kolejne spotkanie.
Mistrzyni bandury Iryna Hubiak, ubrana w piękny, tradycyjny strój ludowy, grała na bandurze lwowskiej. Podczas koncertu zabrzmiał bogaty repertuar obejmujący 17 utworów, wszystkie w aranżacji artystki. Spotkanie otworzył słynny Canon D-dur Johanna Pachelbela – jedno z najbardziej rozpoznawalnych dzieł muzyki barokowej, oparty na charakterystycznym ostinato basowym. Te przejrzyste, niemal medytacyjne akordy wprowadziły publiczność w nastrój skupienia i wyciszenia.
Zgodnie z tradycją wykonawczą utwory przeplatały się z opowieścią słowną. Były to osobiste historie, często związane z dramatycznymi doświadczeniami wojny, które w połączeniu z muzyką silnie poruszały słuchaczy. Szczególne wzruszenie wywołała stara pieśń modlitewna „Ty schyl się niziuteńko”. Podobnie trudno było powstrzymać łzy, słysząc utwór „Mam”, z bezpośrednim– „mam”, tj. „mamo” – zaśpiewany przez nastoletniego syna artystki, Mikołaja.
Program obejmował utwory muzyki klasycznej, pieśni ludowe, kompozycje filmowe oraz dwa opracowania utworów Fryderyka Chopina. Kunszt i mistrzostwo wykonawczyni sprawiły, że ta różnorodność tworzyła spójną narrację muzyczną i emocjonalną.
Ostatnim utworem była wspólnie z publicznością odśpiewana pieśń „Hej, sokoły”. Koncert został nagrodzony długimi oklaskami i wyrazami uznania publiczności.
Podczas wydarzenia zbierano datki na akcję „Opłatek dla Ukrainy”, prowadzoną przez Zakon Maltański w Krakowie, której celem jest pomoc osobom dotkniętym skutkami wojny poprzez wsparcie materialne, pomoc psychologiczną oraz wsparcie duszpasterskie.O tej inicjatywie osobiście opowiedział gospodarz miejsca, Jerzy Donimirski.
Warto podkreślić, że Hotel Gródek jest wyjątkowym, a wciąż zbyt mało znanym miejscem na kulturalnej mapie Krakowa. Regularnie odbywają się tu wydarzenia kulturalne, warsztaty malarstwa olejnego Jarosława Tarnowskiego, a także czwartkowe spotkania z wybitnymi osobowościami świata polityki, nauki i kultury, połączone z degustacją kulinarną, organizowane i prowadzone przez Jana Donimirskiego.
Goście mogą również obejrzeć stałą wystawę archeologiczną prezentującą artefakty odkryte podczas budowy hotelu oraz zmieniającą się ekspozycję obrazów współczesnych. Latem dodatkową atrakcją jest taras z widokiem na wieże Kościoła Mariackiego.
O każdej porze można tu nie tylko napić się kawy, ale także skosztować win z Castello di Tagliolo w regionie Alto Monferrato – jednej z najstarszych rodzinnych posiadłości winiarskich Piemontu, pozostającej od 1498 roku w rękach rodu Pinelli Gentile.
Bo cóż – triadę wina, historii i piękna opiewali już średniowieczni śpiewacy, a my dziś możemy się przekonać, że to wciąż wspaniała kombinacja.
Magdalena Wisiecka




