Poeta w podróży – Kazimierz Wierzyński (1894 Drohobycz – 1969Londyn).
Wizerunek poety – kartka pocztowa z okresu międzywojnia ze zbiorów autorki wpisu
Jednym z bohaterów tegorocznego Parku Literatury w Sieniawie (impreza odbyła się w ramach Festiwalu Dziedzictwa Kresów, w lipcu 2026 roku) był poeta Kazimierz Wierzyński – Skamandryta, a po wojnie jeden z najwybitniejszych poetów emigracyjnych. Ojcem Kazimierza był Andrzej Wirlstein (w 1913 roku zmienił nazwisko na Wierzyński), urzędnik i zawiadowca stacji kolejowych m.in. w Posadzie Chyrowskiej, Stryju i Drohobyczu. To właśnie kolej była pretekstem do opowieści o poecie-tułaczu. Dla Wierzyńskiego jego pierwszą linią podróży była trasa Drohobycz-Stryj-Chyrów-Sambor, wiele lat później napisze o kraju lat dziecinnych wiersz „Księżyc”:
Widzę, poznaję │ Tamte strony │ Kto mnie tam woła? │ Ktoś zgubiony.
[…]
A poza snem tym │ Co się chowa │ Ach, ziemia, ziemia │ Księżycowa.
Ta wyimaginowana podróż do utraconej krainy podkarpackiej, była wyrazem tęsknoty. Podróże w wyobraźni i te rzeczywiste były jego doświadczeniem przez całe życie, przewijały się przez twórczość Kazimierza Wierzyńskiego od najwcześniejszych lat (motyw podróży i wakacji), aż po późną Rozmowę z zawiadowcą stacji – rozmowę z nieżyjącym ojcem. Podróż kolejowa kojarzy się zarówno z poznawaniem dalekich krain, jak i bezpiecznym powrotem wędrowca do domu.
Wprost na ulicy wsiadam do wagonu,
Rozkładam bagaż i przez okno patrzę
Na świat bajeczny tego iluzjonu,
Który się kręci w głowie, jak w teatrze. […]
Kalifornio dzieciństwa! Wytęskniony lądzie
Majaczący przez każdą lunetę inaczej!
Ty jesteś, jak albatros, gdy na maszt usiądzie,
Natchnieniem podróżników i poszukiwaczy! (Podróż do Afryki)
Stację kolejową, pociągi, tory kolejowe ma na wyciągnięcie ręki, jako nastolatek podróżuje przez Podkarpacie. Ale są jeszcze mapy, globusy, pocztówki z widokami, statki czy morze – na lekcji geografii prowadzonej przez o. Krysę w Gimnazjum oo. Jezuitów w Chyrowie. Po kilku latach skończył gimnazjum w Stryju, studiował filozofię, polonistykę i historię na uniwersytetach w Krakowie i Wiedniu. Kiedy wybuchła I wojna światowa ruszył z Legionem Wschodnim na front. Pod Kraśnikiem został wzięty do niewoli, trafił do Riazania w Rosji, z którego po rewolucji uciekł do Kijowa. Wrócił do Polski. W Warszawie zaczęła się jego poetycka podróż jako jednego ze Skamandrytów. Karol Wiktor Zawodziński twierdził, że Wierzyński jako jedyny Skamandryta wystąpił od razu w „rynsztunku doskonałości”, ale etykietka z napisem „skamandryta” straciła dla niego swoją wymowę jeszcze przed II wojną.
Wierzyński debiutował tomem Wiosna i wino (1919), pół wieku później zakończył twórczość zbiorem wierszy Sen mara (1969). W 1939 roku, po wybuchu II wojny, przekroczył wraz z Marianem Hemarem polsko-rumuńską granicę. Tak zaczęła się tułaczka emigracyjna Kazimierza Wierzyńskiego i jego żony Haliny. Z Rumunii wędrował do Francji, z Francji do Stanów, ze Stanów ponownie do Francji, dalej do Włoch i w końcu do Anglii. Gnany jakimś przekleństwem przeprowadzki, nadal pisze wiersze. Czytając poezje Wierzyńskiego można zrekonstruować zarówno podróże pamięci i wyobraźni poety, ale i wędrówki rzeczywiste.
Lecą pociągi, │Dokądś mnie wiozą, │ Stoję na dworcu, │ Rozdarty podróżą, │ Jadę daleko, │ Nie ruszam się z miejsca, │ Róża nade mną coraz czerwieńsza. (Pociągi)
Przebył ogromną drogę, naznaczony podróżą, jak mało który poeta polski. Obserwował świat, patrzył na świat przez pryzmat historii, z goryczą uświadamiał sobie, że z jego podróży nie ma powrotu do ojczyzny. Zmarł w Londynie, 13 lutego 1969 roku, został pochowany na cmentarzu Hampstead Cemetery. Prochy poety sprowadzone zostały do Polski w 1978 roku, spoczął na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie w Alei Zasłużonych.
Na strychu śpi mój powrót,
Kufer blachą okuty, walizy,
Cała moja ojczyzna,
Paszporty, obywatelstwa,
Emigracyjne wizy.
Kufer, mój wielki majątek,
Którego tutaj mam bronić,
Normalny nieszczęścia początek
I obłąkany koniec.
Kufer starych zjełczałych dzieci,
Gotowych dalej dziecinnieć i głupieć
I śród niezdatnych na nic rupieci
Samotność dzika, gorycz nostalgii,
Najrozpaczliwszy rupieć.
Psie wycie za moją ziemią karpacką,
Spazm do którego wstyd się przyznać –
I przeprowadzka za przeprowadzką,
Z Ameryki do Europy,
Z Europy do Ameryki,
Kufer na plecach
Schodzone stopy,
Ojczyzna.
Taki jest bagaż. Taki wojaż,
Taki mój rozkład jazdy:
Wszystkie strony świata otwarte
A wyjścia z żadnej.
Taki jest potrzask. Ani co wziąć stąd
Ani z czym dobiec na koniec:
Strych mój i powrót,
Zguba i miłość,
Której zabić nie umiem
Ani obronić.
(Kufer)
Organizatorzy (Samorząd Województwa Podkarpackiego i Festiwal Dziedzictwa Kresów) starannie dopracowali każdy epizod literackiego spotkania z Wierzyńskim w Parku Literatury w Sieniawie. W sali balowej przez cały dzień można było słuchać jego wierszy w interpretacji polskich aktorów, do obejrzenia była też wystawa o dworcach kolejowych.
Beata Kost

