„W żółtych płomieniach liści
Brzoza dopala się ślicznie. (…)
Wśród ptaków wielkie poruszenie,
Ci odlatują, ci zostają,
Na łące stoją jak na scenie – (…)”

I znowu niepostrzeżenie, cytując dalej Agnieszkę Osiecką* „kolejny grudzień nas dopada”, a wraz z nim imieniny Barbary na początku miesiąca. Post jest kontynuacją imieninowego wpisu z ubiegłego roku. Dziś będzie o dwóch Barbarach – Wirkijowskiej i śp. Strzałkowskiej i ich wspólnym dziele – kaplicy Matki Bożej Jazłowieckiej w Stubnie. W tej historii postacią kluczową jest błogosławiona Marcelina Darowska, bliska krewna Pani Basi Wirkijowskiej. Bł. Marcelina Darowska była założycielką zgromadzenia zakonnego sióstr niepokalanek. Zgromadzenie zasłynęło cudowną figurą Matki Bożej. Z kultem Matki Bożej Jazłowieckiej wiąże się historia 14 Pułku Ułanów, w którym służył ojciec Pani Basi Strzałkowskiej – por. Władysław Nowacki.

                                                        Bł. Marcelina Darowska beatyfikowana w 1996r.

           Marcelina Darowska urodziła się w Szulakach na Podolu, w polskiej rodzinie ziemiańskiej Kotowiczów herbu Korczak. Dom nie był przesadnie religijny. Ojciec miał żal do papieża za potępienie Powstania, ale wszyscy mówili pacierz, a w niedzielę jeździli do kościoła. Gdy Marcelina ukończyła 12 lat, została wysłana razem ze swoją siostrą Izydorą na pensję w Odessie. W tym czasie polskie szkoły zostały zrusyfikowane, a parafialne i klasztorne zamknięte albo upaństwowione. Marcelina była w Odessie wzorową uczennicą, wykazującą wszechstronne uzdolnienia m.in. do nauki i sztuk pięknych – malarstwa, muzyki i tańca. Po powrocie pracowała w rodzinnym majątku, pomagała ojcu w kancelarii i uczyła wiejskie dzieci. Lubiła bale i miała wielu adoratorów. Wśród nich był Karol Darowski z Darowa herbu Ślepowron. Dostał kosza. Karol z braćmi chcieli dostać się na Węgry do oddziałów gen. Józefa Bema. Zostali schwytani i osadzeni w więzieniu w Kijowie. Karol został zwolniony za poręczeniem i gdy zjawił się u Marceliny w nimbie bohatera, ta stała mu się przychylna. Inne głosy mówią, że to stanowczy ojciec wywierał na córkę presję, by wyszła za mąż. Jan Kotowicz miał w chorobie wymusić na Marcelinie taką obietnicę. Dość, że wkrótce po zaręczynach ozdrowiał. Marcelina stanęła na ślubnym kobiercu w wieku 22 lat. W podróży poślubnej młoda para udała się na pielgrzymkę do Częstochowy na Jasną Górę, gdzie oboje małżonkowie złożyli w darze swoje ślubne obrączki. Wkrótce na świat przyszły dzieci – Józef i Anna Karolina. Po trzech latach małżeństwa mąż zmarł nagle na tyfus, w rok później choroba zakaźna błonica zabrała jej synka. Marcelina została sama z córeczką.
      W dramatycznym czasie żałoby odżyło w Marcelinie pragnienie z dzieciństwa: Boże, chcę coś zrobić dla Polski. Ojciec pragnął dla niej ponownego zamążpójścia i podejmował kroki, by tak się stało. Marcelina była daleka od tego. Wyjechała za granicę, Po części z powodów zdrowotnych, po części z powodu rozterek wewnętrznych.Poszukiwania duchowe zaprowadziły ją do Rzymu. W cierpieniu, usłyszała głos powołania, aby poświęcić się życiu zakonnemu. Związała się ze zgromadzeniem tworzącym się wokół o. Hieronima i Józefy Karskiej. Gdy została przełożoną nowej wspólnoty papież powiedział „To zgromadzenie jest dla Polski”. Wypowiedział to w czasie gdy państwa polskiego nie było na mapie.
                Marcelina Darowska jako przełożona Sióstr Niepokalanek przybywa wraz z 7 siostrami we wrześniu 1862 roku do Jazłowca, małego miasteczka na Podolu. Zgromadzenie otrzymało tam dwa zamki z przeznaczeniem założenia szkoły dla dziewcząt. Remont obiektu trwał dwa lata. Siostry otworzyły pierwszą bezpłatną szkołę żeńską – podstawową, a później także średnią. Placówka stała się ważnym centrum polskości na terenie zaborów. Polski był językiem wykładowym. Marcelina Darowska sama władała piękną polszczyzną. W Paryżu osobiście poznała Adama Mickiewicza, Chopina i wybitnych przedstawicieli polskiej emigracji. Była osobą światłą i światową. Zgodnie z jej założeniami nauczanie w szkole powinno być oparte na indywidualnym podejściu do każdego dziecka. „Zatarcie charakteru, nieodpowiedzenie zdolnościom, zniszczenie indywidualności, typu, niepodążanie drogą swoją – jest niewiernością, jest rozminięciem się z przeznaczeniem, jest nieszczęściem”. W Jazłowcu uczennicom przekazywano nie tylko wiedzę, lecz także wartości życiowe – religijne, patriotyczne i prospołeczne. Matka Darowska wyprzedzała swym myśleniem i działaniem epokę. Dobroć serca nakazywała jej ujmowanie się za biednymi i skrzywdzonymi.Chciała, by edukacja stała się  dostępna także dla niższych stanów społecznych.
       Do szkoły w Jazłowcu swoją córkę, małą Linkę przywozi Grzegorz Łukasiewicz, ziemianin ormiańskiego pochodzenia. Do tej decyzji skłoniła go sytuacja domowa. Po śmierci pierwszej żony, matki Linki, ożenił się ponownie. Córka znalazła się w niełasce macochy, a przyrodnie rodzeństwo bardzo jej dokuczało. Klasztorny Zakład Opiekuńczo-Naukowy w Jazłowcu wydał się strapionemu ojcu najlepszym rozwiązaniem. Linkę cieszyła długa i urozmaicona droga do nieznanego miejsca. Rada była, że ma ojca tylko dla siebie. Ale za murami klasztoru, jak zorientowała się, że tatuś ją tu samą zostawi, i to nie wiadomo na jak długo – zrozpaczona rozszlochała się. Co było dalej czytamy we jej wspomnieniach, które spisała po latach jako Michalina Dobrowolska. – Naraz weszła do pomieszczenia na biało ubrana kobieta. Wzięła mnie, przerażoną i zapłakaną na ręce. Przytuliła  mnie mocno. Tym matczynym gestem ukoiła moje lęki. Wzbudzała zaufanie.Przeczucie nie myliło. Postacią w białym habicie była matka Marcelina – „Anioł Pocieszyciel”**. Michalina była jedną z pierwszych uczennic zakładu z rocznika 1864. Po zakończeniu pobytu w szkole nadal utrzymywała żywe kontakty z Matką Przełożoną. Także potem, gdy wyszła za mąż i na świat przyszły dzieci.Dom, który stworzyła Michalina nazwany był „ogniskiem myśli katolickiej i polskiej”. Bliska przyjaźni trwała do końca życia Mateczki. Pogrzebowi bł. Marceliny Darowskiej przewodniczył arcybiskup obrządku ormiańskiego Józef Teodorowicz, bliski krewny Michaliny. W 1907 r. Ludwika, najstarsza córka Michaliny wstąpiła do zgromadzenia Sióstr Niepokalanek w Jazłowcu, a w 1933 została przełożoną generalną Zgromadzenia.

Michalina Łukasiewiczowa Dobrowolska. Fotografia zamieszczona na  www.geni.com


Z inicjatywy Michaliny powstał związek dawnych wychowanek Jazłowca i innych zakładów zgromadzenia. Chwilę jego założenia wspomina w liście z czerwca 1927 r.: „Doznawszy tyle dobrego od klasztoru, Mateczki, zapragnęłam odwdzięczyć się czymś takim, co by przetrwało wszystko, co by nauki i zasady wszczepione przez Mateczkę i Siostry, przeniosło dalej w świat, aby po wyjściu z klasztoru mieć zawsze kontakt z klasztorem i koleżankami i wtedy to przyszło mi na myśl założenie związku koleżeńskiego. Pragnienie to moje przedstawiłam Mateczce w roku 1910 w Jarosławiu (na zjeździe sodalicyjnym) — Mateczka myśl tę bardzo pochwaliła, bardzo się tym ucieszyła i zainteresowała, wiele cennych rad dała… ”. W odrodzonej Polsce związek otrzymał nazwę „Zjednoczenie Koleżeńskie Jazłowieckie”. „Celem Zjednoczenia jest utrzymanie łączności między sobą wychowanek (…) dla wzajemnej pomocy moralnej i materialnej, tudzież utrzymanie stałego stosunku z domami wychowawczymi Sióstr…”. W roku 1927 przypadła setna rocznica urodzin Matki Marceliny. Dawne wychowanki przyjechały w do Jazłowca.  Michalina napisała „Jakaż to wielka jest siła tych wspomnień, jaka głębia tych ideałów, wyniesionych tu, z tego domu, co przetrwała pół wieku przeszło — żyją w duszy i odradzają się i siły dodają…”.  Ks. Arcybiskup Teodorowicz dokonał poświęcenia tablicy pamiątkowej ufundowanej przez Zjednoczenie Jazłowieckie. Podczas ceremonii zwrócił się do członkiń Zjednoczenia „Cała ta przebogata rzesza, cała ta wielka rodzina, rozsiana po całej Polsce, zbiegła się, zjechała. mimo czasu niesposobnego, mimo dróg niewygodnych, mimo odległości nieraz bardzo znacznej, aby we wspólnym akcie czci połączyć się w oddaniu jej hołdu.”.

           Powróćmy do Stubna lat 80tych XX wieku. Przyjaźń obu Baś zaczęła się (a może została przypieczętowana?) od Teodora i Taśki, dwóch kaczek piżmowych, które Pani Strzałkowska sprezentowała sąsiadce. Parka dała początek stadu, które z czasem liczyło 120 sztuk. Dla niewtajemniczonych kaczki piżmowe, mylone często z francuskimi, mają charakterystyczne czerwone brodawki wokół dzioba, a ich mięso ma wysokie walory smakowe. O przyjęciach u pp.Wirkijowskich przy suto zastawionym stole drobiem i innym specjałami krążą legendy nie tylko w województwie, ale nawet za oceanem. Prawdziwie staropolska gościnność i niezwykła atmosfera tego domu tchnąca tradycją – to osobna opowieść na kiedyś.
Pani Basia Wirkijowska, wówczas żona, mama dwóch dorastających synów, Piotra i Wojtka pomyślała, że nadszedł dobry moment w życiu, by podziękować za liczne łaski, których doświadczyła od Boga. Zastanawiała się w jaki sposób ma to uczynić najlepiej. Początkowo skłaniała się ku kapliczce z obrazem Matki Boskiej. Ale wahała się, do której Matki Boskiej powinna się odwołać. Częstochowskiej? Nieustającej Pomocy? Opatrzności Boskiej zawdzięczała cudowne wyzdrowienie w dzieciństwie, kiedy przekorna Kotowiczówna, wbrew surowym zakazom dorosłych, wlazła na wysoki strych stodoły. Deski były spróchniałe, stąpnęła nie tam, gdzie trzeba i upadła z kilkumetrowej wysokości na klepisko. Jakby powiedział Lech Strzałkowski, mąż Barbary „wzięła wtedy kulę ziemską na łeb”. Wezwany przez rodziców lekarz stwierdził, że dziecko może nie przeżyć drogi do szpitala w Łucku, że sam zrobił co mógł, a Basię należy oddać Opatrzności Bożej. Mama wyprosiła modlitwą zdrowie dla córki. Do dziś jednak blizna na głowie i zdjęcie z dzieciństwa w futrzanej czapie przypominają sprawczyni o całym zdarzeniu. W feralnym momencie solidna czapa na własnym globusie zniwelowała trochę zderzenie z ziemią. Wtedy w stodole po raz pierwszy wymknęła się śmierci i doświadczyła opieki Opatrzności. Potem były inne zdarzenia.
O wyborze patronki kaplicy przesądziła Basia Strzałkowska, która od razu skojarzyła panieńskie nazwisko Pani Basi (Kotowicz) z Marceliną Darowską (z domu także Kotowicz). Opowiedziała o Marcelinie Darowskiej ze szczegółami nieznanymi nawet w rodzinie Kotowiczów i o cudami słynącej figurze Matki Boskiej Jazłowieckiej. Znała te historie doskonale, bowiem była córką legendarnego ułana jazłowieckiego, porucznika Władysława Nowackiego.
         Matka Marcelina zapragnęła, by zgromadzenie miało swoją patronkę, dlatego zamówiła u Oskara Sosnowskiego, znanego rzeźbiarza z Rzymu, figurę Matki Bożej, która nazwano Matką Bożą Jazłowiecką. Figura jest wykuta w białym marmurze. Za wstawiennictwem Matki Bożej Jazłowieckiej wielu ludzi doświadczyło niezwykłych łask, a nawet cudów. Matka Boża Jazłowiecka stała się orędowniczką dla żołnierzy. Pod koniec I wojny światowej, 14 Pułk Ułanów po zwycięskiej bitwie w 1919 roku, przybył pod figurę Matki Bożej dziękując za zwycięstwo. Ułani przyjęli wtedy nazwę 14 Pułk Ułanów Jazłowieckich, a na sztandarze pułkowym umieścili wizerunek Matki Bożej Jazłowieckiej.
Por. Władysław Nowacki brał udział jako ułan w drugim szwadronie 14 Pułku Ułanów w bitwie pod Jazłowcem w 1919 r. Ślubował, że jeżeli uda mu się wyjść cało z tej bitwy powróci w to miejsce, by złożyć hołd Pani Jazłowieckiej. Obietnicy dotrzymał. W 1925 roku przebył blisko 200 kilometrów podążając samotnie w pełnym rynsztunku na swym koniu „Mocny”. Na noclegi zatrzymywał się w zagrodach wiejskich. Nie korzystał z zaproszeń z okolicznych dworów. Swojego towarzysza, „Mocnego” sam czyścił i karmił. Por. Władysław Nowacki zapoczątkował piękną tradycję ułanów w Jazłowcu.  Od tej pory rokrocznie do klasztoru przybywał uroczysty patrol.  Ułani byli przyjmowany przez Matkę Generalną, a wizyty te miały ustalony ceremoniał. Por. Władysław Nowacki ułożył słowa „Modlitwy Ułana Jazłowieckiego”, porannej i wieczornej modlitwy ułanów.
Usłyszawszy tę opowieść Pani Wirkijowska nabrała przekonania i pewności, że kaplica musi być pod wezwaniem Matki Bożej Jazłowieckiej i że w środku będzie nie obraz, lecz rzeźba Matki Bożej Jazłowieckiej. Z wrodzonym zapałem i konsekwencją przystąpiła do realizacji powziętego zamiaru. Kształt i wystrój drewnianej kapliczki konsultowała z Panią Strzałkowską, która miała oko i wyobraźnię architektoniczną. Basia Strzałkowska wykonała własnoręcznie napis widoczny na zadaszeniu kaplicy PANNO JAZŁOWIECKA CHROŃ NAS I WSTAWIAJ SIĘ ZA NAMI. Stworzenie figury powierzono rzeźbiarce Anieli Orłowskiej. Prace artystki znajdują się w wielu muzeach, m.in. w Rzeszowie, Przemyślu, Krakowie, Warszawie, Turku i Lublinie, a także zagranicą w prywatnych zbiorach kolekcjonerów z USA, Kanady, Francji i Niemiec.
      Z powstaniem kaplicy było trochę przygód, o kosztach, które zawsze rosną, a nigdy nie maleją nie wspominając, podobnie jak o trudnościach, które dzięki determinacji i pozytywnemu nastawieniu udało się Pani Basi pokonać. Przy czym miała wsparcie od synów Piotra i Wojtka – co zawsze podkreśla. Droga do pracowni rzeźbiarki w bieszczadzkiej Przysietnicy wiodła przez zdradliwe serpentyny i wertepy. Prowadzący samochód syn Piotr odmawiał zdrowaśki, ale nie dał po sobie poznać jak jest zdenerwowany. Przyznaje, że w drodze powrotnej, gdy jechali z wielką figurą maryjną na tylnym siedzeniu czuł się dość dziwnie. Koniec z końców wszystko udało się wspaniale. W uroczystości poświecenia kaplicy brały udział licznie przybyłe siostry niepokalanki z klasztoru w Jarosławiu, rodzina i parafianie.
    Drewniana kapliczka stanowi malowniczy obiekt w pejzażu Stubna. Dawniej odbywały się w niej nabożeństwa majowe. Dziś nadal jest otwarta, każdy może do niej wejść, odczytać piękną modlitwę Ułana Jazłowieckiego albo w ciszy powierzyć swe prośby Matce Bożej Jazłowieckiej – pod okiem i za wstawiennictwem bł. Marceliny Darowskiej. Całe to sprzężenie koniunkcji z Panną Jazłowiecką na starzawsko-stubnieńskich stupynach daje do myślenia. Dla jednych wszystko dzieje się przypadkowo i bez planu. A nam się wydaje, że to Wyższy Plan, przy czynnym współudziale obu Baś!

„Siejba Twoja, Najprzewielebniejsza Matko, była Bożą siejbą, świadczą te głosy czci i wdzięczności płynące ku Tobie ze wszystkich krańców naszej poszarpanej ziemi. W ślad za głosami idą serca dzieci i kobiet polskich. Nauczyłaś je miłować Boga i kraj ojczysty, czcić wszystko,co wielkie, szlachetne a nieszczęśliwe, więc wielki a nieszczęśliwy naród ocenił i uczcił Ciebie. Pozwól i mojej głowie pochylić się przed Twą zasługą i złożyć Ci należny hołd za tę pracę tak długą a tak doniosłą dla naszego społeczeństwa i tak w swych skutkach błogosławioną. Chwała Twej rozumnej pracy a cześć zasłudze i dobroci!”
Fragment listu Henryka Sienkiewicza do bł. Marceliny Darowskiej .

„Matka sama, obdarzona rozumem i trzeźwą wolą, kojarzy dary naturalne z darami nadprzyrodzonymi już we własnej duszy; żadne uczucie z czystych ziemskich nie jest Jej obce. Jak w ostatnich chwilach radował Ją widok córki i wnuków, z jaką tkliwością się im oddawała, toście przecie widziały. Klasztor i życie długie w niczym w Niej nie zwątliły uczuć dla ziemskiej rodziny, które ożywiały Jej serce jeszcze przed wstąpieniem do furty klasztornej. Wzorowa, kochająca i kochana córka, jak Anioł Pocieszyciel wpływająca później na męża żona, oddana matka, nie zamyka swego serca przed furtą klasztorną. Miłość Chrystusowa nie zabrała Jej uczuć ziemskich ale uduchowiła je i podniosła, w nowe włożyła światy. Już jako zakonnica spieszyć będzie do umierającego Ojca, później oczy zamknie Matce, odda się dzieciom i wnukom. Szkołę życia rodzinnego przeszła, a choć w zmienionych warunkach, uczuciom tym wierna do końca została.”
Fragment mowy żałobnej arcybiskupa Józefa Teodorowicza na pogrzebie bł. Marceliny Darowskiej

Modlitwa Ułana Jazłowieckiego
Szczęście i spokój daj tej ziemi, Pani,
Co krwią spłynęła wśród wojen, pożogi.
Do Cię swe modły zanosim ułani,
Odwróć, ach odwróć, o odwróć los srogi
I by radosna była, jako uśmiech dziecka,
Spraw to, Najświętsza Panno Jazłowiecka.
Spraw, by zasiadła sławna i potężna
Między narody, królując wspaniale
By się rozeszła sława jej oręża
Spraw to, o Pani, spraw to ku swej chwale,
By zło jak nawała rozprysło turecka
Spraw to, Najświętsza panno Jazłowiecka.
By pod Jej rządów wspaniałym ramieniem
Zakwitły miłość i spokój jak w niebie.
Daj, by ułana ostatnim westchnieniem
Było móc polec, polec w Jej potrzebie!
Aby Jej strzała nie tknęła zdradziecka
Spraw to Najświętsza Panno Jazłowiecka.
Por. Władysław Nowacki /1926 r.

Fundatorka kaplicy Pani Basia Wirkijowska

 

                                                             PANNO JAZŁOWIECKA CHROŃ NAS I WSTAWIAJ SIĘ ZA NAMI.
Napis ułożyła i wykonała Barbara Strzałkowska

Klimatyczne wnętrze kaplicy
Panna Jazłowiecka – rzeźba Anieli Orlowskiej

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z wizytą u sióstr niepokalanek w klasztorze w Jarosławiu. W środku Pani Basia Wirkijowska z s. Macieją. Obok Jerzy Dobrowolski, prawnuk Michaliny Dobrowolskiej. Szczęść Boże Siostrom za to piękne spotkanie!

* Skaldowie & A.Osiecka: W żółtych płomieniach liści
** arcybiskup Józef Teodorowicz o bł. Marcelinie Darowskiej w mowie pogrzebowej
Źródła
https://en.wikipedia.org/wiki/Marcelina_Darowska

https://krolowa.pl/blogoslawiona-marcelina-darowska/
https://walbrzych.niepokalanki.pl/patronka-szkoly/
https://tarnow.gosc.pl/doc/7150863.Byla-zona-matka-wdowa-zakonnica-Od-25-lat-jest-blogoslawiona zdjęcie
https://dorzeczy.pl/religia/251773/wspomnienie-bl-marceliny-darowskiej-w-sluzbie-bogu-i-ojczyznie.html
http://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/0105blMARCELINADAROWSKAnun01.htm
https://sbc.org.pl/Content/728619/1.pdf
Martynuska J., s., „Rozpamiętuję dni, które minęły i lata poprzednie wspominam”. Z pism Bł. Matki Marceliny Darowskiej, Szymanów 2008.

Karty z albumu o powstaniu i poświęceniu kaplicy wykonane przez Basię Strzałkowską. Album, choć niedokończony jest dziś piękną pamiątką, o co zadbała Pani Basia Wirkijowska. 

 

Modlitwa ułana Jazłowieckiego stała się hymnem 14.p. ułanów. Muzykę skomponował Jan Dłutek.

 

figura MB Jazłowieckiej w Stubnie                                                                                   

 

 

Z rodzinnego albumu Strzałkowskich. Matką Chrzestną Barbary była Wanda Krzeczunowicz, żona Leona, komendata AK, pseudonim Roland i Ekspress. Ojciec Basi por. Nowacki zginął 11.09.1939r. Rodzina uciekła z Lwowa i trafiła do Krzeczunowiczów w Sieciechowicach. Na zdjęciach Leon Krzeczunowicz na  Ekspresie podczas zawodów w Lublinie, Wanda i kilkuletnia Basia, a po prawej  zdjęcia z Jaryczowa, przedwojennego majątku Krzeczunowiczów. Wanda Krzeczunowicz była zapaloną amazonką i Barbara mówiła, że pasję konną ma po Chrzestnej.
Na zdjęciu por.Wł. Nowacki. podczas wyścigów konnych we Lwowie w 1926 r. Jedzie na słynnym koniu Ekspres Leona Krzeczunowicza.
Podpis na rewersie fotografii