Cioci Ewie – Jerzy.


Zegar

Cynowy zegar z ułamanym narożnikiem, bez wskazówek, złom. A jednak z jakichś powodów ciotka Ewa przechowywała go jak relikwię. Stał, jak bezużyteczna kpina z czasomierza, na biblioteczce, miejscu honorowym w mieszkaniu Ciotki Ewy przy ul. Lubicz, obok ogrodów Fregiego. W domu, którego już nie ma. Ciotka zmarła w 1995. Zepsuty zegar towarzyszył mi przez kilka mieszkań, aż trafił tu, niedaleko Lwowa. Podjął swoją zegarową robotę. Ja nie dawałem mu szans, ale Magdalena była zdania, że trzeba spróbować — oddaliśmy go w ręce zegarmistrza z nowohuckiego Osiedla Kalinowego. Mistrz w lot ocenił wiek i, zastrzegając „nic nie obiecuję”, powiedział jednak: „Zrobię, co się da”. Po kilku miesiącach odebraliśmy naprawiony, chodzący zegar. Wtedy mnie olśniło — ciotka Ewa przechowywała ten kawał cyny i niesprawnego żelastwa oraz wypadających trybików, które udawały „werk”, dlatego że to był zegar jej ojca. Odmierzał krótki, ale niezwykle pracowity ziemski czas inż. Romualda Wowkonowicza.


Azoty

Tarnów: „Średniej wielkości galicyjskie miasto (w końcu XIX w. ‘co do znaczenia czwarte w Galicji’), leżące na trasie kolei Kraków–Lwów. Na początku XX wieku liczyło 36 tys. mieszkańców, będąc ośrodkiem dużo większym od Rzeszowa, nieco większym od Tarnopola i Stanisławowa, ale mniejszym od Przemyśla. W 1910 r. oddano w Tarnowie do użytku trzy wielkie inwestycje miejskie: Wodociągi, Gazownię i Elektrownię. W 1911 r. pojawił się tramwaj elektryczny. Magistrat tarnowski szukał fachowców do kierowania nowo powołanymi instytucjami. ‘Do rozwijającego się prężnie miasta przybywali wówczas młodzi inżynierowie ze Lwowa, mogący się zawodowo realizować i zdobywać doświadczenie; niektórzy zaś, jak Romuald Wowkonowicz, zostawali tam na stałe. Podziwiać należy odwagę burmistrza, który przekonał Radę Miejską, aby zaakceptowała wybór 26-letniego inżyniera na stanowisko dyrektora gazowni miejskiej (…)’” (Antoni Sypek, 8 dekad tarnowskich Azotów, inTARnet.pl, 17.10.2007).

Romuald Wowkonowicz urodził się w 1884 roku w Samborze. W czasie studiów na Wydziale Chemii Politechniki Lwowskiej wykazywał się wybitnymi zdolnościami — egzamin rządowy zdał z oceną „znamienicie uzdolniony”, a w 1910 roku uzyskał tytuł inżyniera-chemika. Niepodległa Polska potrzebowała odbudowy i rozwoju we wszystkich dziedzinach. Z rodzinnego albumu wybrałem zdjęcie z otwarcia Państwowej Fabryki Związków Azotowych w Mościcach — 18 stycznia 1930 r. Postacią centralną jest Prezydent RP Ignacy Mościcki — chemik i wynalazca. Po prawej stronie, przy sejfie, stoi Eugeniusz Kwiatkowski — dyrektor ówczesnej grupy: Mościce–Chorzów. Po lewej Eugeniusza Kwiatkowskiego stoi gen. Daniel Konarzewski. Po drugiej stronie sejfu stoi inż. Romuald Wowkonowicz — dyrektor „Azotów”.

To 18 stycznia 1930 roku. Dyrektor Wowkonowicz niedawno owdowiał, w Tarnowie pochował swą ukochaną żonę Marię z Teodorowiczów, spokrewnioną z arcybiskupem ormiańskim ks. Józefem Teodorowiczem. Teraz większość wolnego czasu spędza z jedyną córką Ewą. Gospodarują w niedawno kupionym majątku Ropa koło Gorlic. Mieszkają w okazałym dworze, krytym pięknym, gontowym dachem.

„Fabrykę postawiono w ciągu niespełna trzech lat (1927—1929), w tempie zaprawdę amerykańskiem, jeżeli zważymy, jaki obszar ona zajmuje i jak kolosalne budynki wzniesiono na nim. Całkowita długość fabryki wynosi bowiem 1 km (długość ul. Krakowskiej, ul. Katedralnej po ul. Kolejową). Wzniesiono 53 budynków fabrycznych o łącznej kubaturze 552.562 m³. Do budowy fabryki i osiedla mieszkalnego zużyto żwiru i piasku w ilości 27 tysięcy 10-tonnowych wagonów kolejowych. Jak ogromne budynki postawiono — oddać może to fakt, że jeden z oddziałów fabryki posiada powierzchnię, mogącą swobodnie pomieścić 21 tysięcy ludzi! Fabryka posiada imponującą elektrownię, w której zainstalowano 4 turbogeneratory o ogólnej maksymalnej mocy 24.900 kW (w roku 1924 szczyt obciążenia elektrowni lwowskiej wynosił 6200 kW, krakowskiej 6600 kW). Równie imponującą posiada fabryka wytwórnię gazu. Możliwa maksymalna jej produkcja osiąga cyfrę 350 tysięcy m³ na dobę, tj. przerasta o 25% łączne, przeciętne, dzienne oddanie gazu.” (Sprawozdanie Dyrekcji Państwowego Gimnazjum I im. Kazimierza Brodzińskiego w Tarnowie za rok szkolny 1929/30).

Nadchodzi wrzesień 1939. Niemcy zajmują AZOTY. Zawzięcie szukają bezcennych, platynowych siatek katalitycznych. Inż. Wowkonowicz organizuje transport najcenniejszego wyposażenia do Lwowa — gdzie, niestety, wpadnie w ręce Rosjan. Umiera we Lwowie 25.10.1939 r. Staraniem córki Ewy pochowany jest w rodzinnym grobowcu na Łyczakowie. Z daleka widać napis: „Najdroższemu Ojcu — Córka”.

Grupa Azoty to nadal ważna dla polskiej gospodarki fabryka i marka, działająca nieprzerwanie już niemal 100 lat.
Grobowiec Romualda Wowkonowicza na Łyczakowie wymaga naprawy, bo rozsypie się miejsce wiecznego spoczynku jednego z ojców polskiej gospodarki.


Ropa

W 1935 roku dwór w Ropie wraz z parkiem, gruntami ornymi, lasem i działkami naftowymi został kupiony przez inż. Romualda Wowkonowicza od hrabiny Mieroszewskiej. Nowy właściciel był jednym z założycieli i długoletnim dyrektorem Zakładów Azotowych w Mościcach. W uzasadnieniu decyzji o wpisie do rejestru zabytków czytamy: „Dwór o barokowo-klasycystycznej architekturze, oficyny klasycystyczne i secesyjny lamus tworzą jeden z ostatnich zespołów dworskich o tak różnorodnej architekturze”. Dach, kryty gontem, był bodaj ostatnim zachowanym drewnianym tzw. polskim dachem na terenie południowej Polski.

W czasie okupacji niemieckiej w budynkach dworskich przez krótki czas stacjonował sztab oddziałów pancernych Wehrmachtu. W zabudowaniach folwarcznych urządzono warsztaty naprawcze. Jeden budynek spłonął od lampy lutowniczej. W 1942 r. właścicielką Ropy oficjalnie została Ewa — córka inż. Wowkonowicza. Mimo okupacji postępowanie spadkowe zostało sprawnie prowadzone przed sądem w Tarnowie — postanowienie wydano w języku polskim. W 1944 Ewa Wowkonowicz wyszła za mąż za lekarza weterynarii Aleksandra Glassgalla. W 1945 r. mąż zmarł, a Ewa, w zaawansowanej ciąży, musiała na polecenie komunistycznych władz opuścić Ropę.
Za ciocią Ewą ujęła się miejscowa ludność; warto w oryginalnym brzmieniu przytoczyć pismo z 5 marca 1945 roku do Komisarza Ziemskiego:

Do Obywatela Komisarza Ziemskiego w Gorlicach.
My, niżej podpisani obywatele gromad: Ropa, Gródek i Szymbark, pow. Gorlice, wnosimy następującą prośbę. We wsi Ropa znajduje się majątek ziemski o obszarze: ziemi ornej 49,92 ha wraz z łąkami, pastwiskami i nieużytkami oraz las. Właścicielką powyższego majątku jest obyw. Ewa Glassgall, która, znajdując się w stanie brzemiennym, wyjechała dnia 25.II.1945 r. do szpitala w Tarnowie. Mąż tej obyw. Glassgall, Aleksander — lekarz weterynarii, w czasie okupacji niemieckiej był targownikiem (ustalał kontyngenty — przyp. J.D.) na Gminę Ropa i Śnietnica z siedzibą w Ropie. Przez czas swego urzędowania w tut. Gminie wymieniony spełniał swój urząd uczciwie i sprawiedliwie, broniąc zawsze tut. ludność przed zakusami okupantów, a specjalnie ujmował się za biednymi gospodarzami, nie dopuszczając do tego, by im zabrano ostatnią krowę. Z uwagi na wyszczególnione zasługi dla tutejszej biednej ludności prosimy uprzejmie Obywatela Komisarza Ziemskiego o pozostawienie w majątku Ropa obyw. Glassgalla Aleksandra, który jest obecnie, wg orzeczenia lekarskiego, obłożnie chory.
Za powyższe ponosimy całkowitą odpowiedzialność, a w razie potrzeby gotowi jesteśmy nawet dać wymienionemu całkowite utrzymanie jako człowiekowi godnemu wszelkiego poparcia z naszej strony. —
Samopomoc Chłopska w Ropie potwierdza powyższe.
Ropa, 22.III.1945 r.
/podpisy/
Jan Kukuła, Marczyński Tadeusz, Łukaszczyk Franciszek, Morańda Władysław, Kulka Feliks, Ginta Wojciech
Powyższe stwierdza /pieczęć owalna z orłem w koronie/ Gmina Wiejska Ropa

Z grona tych wspaniałych, odważnych ludzi najdłużej żył Pan Władysław Morańda — partyzant, po wojnie prześladowany przez UB. Miałem szczęście z nim rozmawiać.

Poparcie mieszkańców nie pomogło i Ewa musiała wyjechać. Miała też, jak wielu innych właścicieli, zakaz zbliżania się do swojego majątku. Zamieszkała z córką Małgorzatą w Krakowie. Do końca życia niezłomnie starała się o odzyskanie Ropy, słusznie wykazując, że komunistyczne władze złamały nawet własne prawo, zabierając majątek, który nie powinien podlegać parcelacji. Żyła skromnie — dorabiając naprawami odzieży. Cierpliwie odwiedzała urzędy i kancelarie, chodząc z tekami dokumentów w plastikowych reklamówkach. Piła dużo kawy, którą parzyła w dzbanku, po czym przykrywała sam dzbanek leciwym, starodawnym czaprakiem, by napar dłużej pozostawał gorący.

Domowy kurz nazywała prochem, a więc było „ścieranie prochów”. Udzielała się we wspólnocie ormiańskiej i Polskim Towarzystwie Ziemiańskim.

Dwór przetrwał wkroczenie Armii Czerwonej, ponieważ od razu po ucieczce Niemców zainstalował się tam urząd gminy. Do reformy administracyjnej w 1975 r. we dworze mieściły się równocześnie: urząd gminy, przedszkole, szkoła, biblioteka, sala kinowa i mieszkania dla nauczycieli. Po roku 1975 budynek został porzucony, wyposażenie systematycznie kradziono i wywożono ciężarówkami do Gorlic. Od roku 1986 państwowa instytucja z Nowego Sącza rozpoczęła remont dworu, w 1991 remont przerwano.

Towarzyszyłem cioci Ewie w jej pierwszej od wielu lat wizycie w Ropie. Już po drodze, z daleka pokazywała mi należący niegdyś do majątku las na górze Chełm. Chodziliśmy po pustym, zdewastowanym budynku. Zapamiętałem, jak zadumana stała przed głównym wejściem. Wysoka, szczupła — za jej plecami, na obdartej z tynku ścianie, wisiało na jednym gwoździu przekrzywione godło Polski Ludowej.

Z ciężarem niemocy, którą przyniosła wizyta w Urzędzie Rejonowym w Gorlicach, wróciliśmy do Krakowa. Ciocia Ewa wkrótce zachorowała i w 1995 r. zmarła. W 1996 r. dwór w Ropie podpalono, prawdopodobnie, by ukryć nadużycia przy wydawaniu publicznych pieniędzy na remont.
Jerzy Dobrowolski

 

Paszport Romualda Wowkonowicza
Zegar
inż. Wowkonowicz z córką
Ewa w aucie
Otwarcie Mościce 1930
Mościce – widok
Ziemia Stanisławowska
Mościce wycieczka
Łemki. Ziemia Sanocka
Ropa
Pismo Gromady