Henryk Woźniakowski wychował się Biórkowie niedaleko Krakowa. Był wnukiem znanego malarza Henryka Rodakowskiego. Odziedziczył zamiłowanie do sztuki i jak sam wspominał marzył o studiach na krakowskiej ASP w pracowni Jacka Malczewskiego. Jednak Ojciec przekonał go do pracy w rolnictwie, co pozwoliło mu na rozwinięcie drugiej pasji jaką była hodowla koni pełnej krwi.

Ożenił się z Janiną Wandą Pawlikowską, a teść Jan Gwalbert Pawlikowski zaproponował mu administrowanie dobrami Medyka liczącymi wtedy ok. 9 tysięcy ha. Nowożeńcy osiedli w Starzawie, a Pan Henryk oprócz administrowania zaczął rozwijać hodowlę koni wyścigowych. Sprowadzał klacze z Anglii, Francji i Węgier. Najlepsze jego konie urodzone w Starzawie to ogier Casanova i klacz Bastylia. Casanova biegał 24 razy i 11 razy wygrał największe gonitwy z wyjątkiem Derby, bo nie miał wczesnego zapisu.

Pan Henryk Woźniakowski w czasie pobytu w Starzawie przyczynił się do budowy toru wyścigowego we Lwowie na Persenkówce. Tor ten leży blisko szosy Medyka Lwów. Pan Henryk zaprojektował i nadzorował budowę trybuny Członkowskiej. Własne mieszkanie we Lwowie ułatwiało mu częste wizyty na placu budowy i monitorowanie przebiegu prac.

W 1930 rozwiódł się. Wtedy zostawił rodzinną Starzawę. Będąc w drugim związku – o ile dobrze pamiętam druga żona była francuską pieśniarką – przeprowadził się do wydzierżawionego Widzowa niedaleko Częstochowy. W 1931r przeniósł tu starzawskie konie. W Widzowie mieszkał i hodował konie do stycznia 1945 roku, kiedy to po wkroczeniu sowietów kazano mu się natychmiast wyprowadzić. Konie częściowo zabrali żołnierze rosyjscy, a część uciekła. Państwo Woźniakowscy odwiezieni zostali bryczką do Częstochowy. Potem zamieszkali w Katowicach.

Pan Woźniakowski , jak sam wspominał, kiedy Go w połowie lat siedemdziesiątych odwiedziłem w Katowicach miał nadzieję, że po wojnie zostanie zatrudniony jako hodowca w państwowej hodowli. Tak się jednak nie stało. Zaraz po wojnie pracował w cukrowni w Opolu, ale trwało to stosunkowo krótko. Do koni, niestety nigdy już nie wrócił. Zajął się wtedy swoją drugą pasją – malarstwem. Malował portrety na zamówienie, czasem kopie słynnych obrazów. Koni i psów nie malował. Należał do Związku Artystów Plastyków. Przez pewien czas prowadził swoją pracownię ucząc młodych adeptów sztuki malowania.

Mimo mojego zaproszenia , nigdy po wojnie do Widzowa nie przyjechał. Musiał jednak śledzić wyścigi w prasie, gdyż po wygraniu Derby przez widzowską klacz Sinaję przysłał mi telegram z gratulacjami. Utrzymywaliśmy sporadyczny kontakt listowny. Wysłałem mu monografię stadniny Widzów od początku istnienia do 1980 roku.

Warto wspomnieć, że w czasie wojny Pam Woźniakowski utrzymywał własną stajnię wyścigową w Widzowie, wożąc konie i ludzi na wyścigi do Lwowa pociągami. Była to zarazem pomoc dla ludzi związanych z wyścigami. Zatrudniał trenera, dżokeja i chłopców stajennych i oczywiście zarabiał wygrywając gonitwy. W 1942 roku stał na I miejscu listy wygranych, a w 1943 roku na III miejscu. Najlepsze konie z tego okresu to Bombowiec, który m.in. wygrał odpowiednik Derby, Bolero i Bolid. Jeszcze kilka lat po wojnie konie hodowli Pana Woźniakowskiego biegały na torze w Warszawie.

Jarosław Koch Autor jest absolwentem warszawskiej SGGW. W Stadninie Koni Widzów piastował stanowisko głównego hodowcy nieprzerwalnie przez ponad 40 lat, od roku 1968 do 2012. Wychował tu kilka pokoleń koni wyścigowych. Jego konsekwentna praca hodowlana przyniosła efekty w postaci wyróżniających sukcesów wyścigowych w kraju i za granicą. Jako znawca od lat sędziuje na służewieckim torze wyścigowym.